Część druga. O tym, jak pojawił się szyfr.
Kac, który obudził Jukę w słoneczne, wtorkowe przedpołudnie zażądał hektolitrów wody. Przypomniał jej o zmieszaniu piwa z wódką i szalonym papierosie na dachu jednej z lubelskich kamienic, do którego jej najlepsza przyjaciółka Misia dodała coś, co przywiozła z Utrechtu w zeszłe wakacje. Juka przypomniała sobie drogę na przystanek, która trwała z jakichś powodów strasznie długo i autobus, który nie poczekał. Przypomniała sobie też, że gdyby nie to, może nigdy nie spotkałaby kogoś, kto każe jej śnić o sobie przez całą noc.
Juka szybko sięgnęła po telefon.
Żadnej wiadomości od nieznanego numeru.
Żadnego nieodebranego połączenia.
Nic a nic.
Juka z wielkim wysiłkiem sięgnęła po torebkę leżącą na stoliku, żeby wydobyć z niej złożoną na cztery części karteczkę, na której Maciek zapisał jej swój numer telefonu. Szybko rozłożyła świstek papieru i już cieszyła się, że będzie mogła rozpocząć z nim fascynującą, a zarazem ekscytującą korespondencję flirtu, kiedy nagle uświadomiła sobie, że żadnych cyferek tam nie było. Jedyne co widziała to rząd wielkich liter oddzielonych myślnikami. I bynajmniej nie składały się one w żadne istniejące słowo, ani w żadną logiczną dla niej całość. Przypominały pewien rodzaj szyfru, jaki Juka znała tylko z niedzielnych filmów detektywistycznych, gdzie główny bohater topiąc się w promieniach popołudniowego słońca, rwał sobie włosy z głowy, próbując rozwikłać nic nieprzypominający mu rebus.
Teraz ona.
Z myślami wirującymi w głowie, niczym chomiki w kołowrotkach, dziewczyna usiadła bezsilnie na łóżku. Oparła łokcie o swoje nagie uda. Dłonie rozszczepiały jej poranną fryzurę na tysiąc kosmyków. Nie wiedziała już nic. Może jej nowy kolega wpisał losowe, nieodnoszące się do niczego literki, żeby tylko zrobić biednej Juce złudną nadzieję? Może po prostu ta cała wymiana numerów była najzwyczajniej w świecie podpuchą i głupim kawałem, z którego rzekomy Maciek ma teraz wielką, psychopatyczną przyjemność?
Juka nie wiedziała już czy wierzyć w to, że przypadkowe spotkanie miało jakiekolwiek znaczenie dla jej przyszłości. Mimo wszystko... miała wrażenie, że hasło jest dziwnie znajome i tkwi gdzieś na końcu jej głowy, zamknięte w jakiejś betonowej skrzyni, zaklejonej najmocniejszym klejem świata. Niestety nie potrafiła znaleźć żadnej wskazówki. W umyśle Juki może przeważały wizje głupiego żartu i wielkiej ściemy, jednak jej nieprzewidywalny charakter, który pozwalał jej widzieć w tej całej sytuacji coś mistycznego i nadzwyczajnego, kazał jej szukać dalej i wziąć za pewnik, że ów przybysz bawi się z nią w jakąś romantyczną gierkę.
Intuicja Juki była mistrzowsko dobra. Niedługo potem miała się o tym przekonać.
***
- Może w wyszukiwarce? - zaproponowała Misia, której Juka opowiedziała o nocnym incydencie. - Ja to nie wiem, nic mi to nie mówi. Pokaż jeszcze raz, może w końcu wpadnę na jakiś pomysł. - Misia wyrwała karteczkę przyjaciółce. - C-J-I-K-P-D-P-I-C... - przeliterowała od niechcenia. - Przecież to, kurwa, nic nie znaczy. To może być wszystko albo nic. Pewnie chłopak leży sobie teraz w ogródku, popija jakieś koktajle i cieszy się ze swojego śmiesznego żartu, mocząc stopy w basenie.
Juka zawsze zastanawiała się, skąd Misi przychodzą do głowy te niedorzeczne pomysły. Jej zdaniem przyjaciółka chorowała na jakiś przerost kreatywności. Czasami Juce było głupio, że wykorzystywała jej dolegliwość jako źródło inspiracji. Tym razem jednak twardo obstawała przy swoim.
- Mam przeczucie Misiu, że Maciek zostawił mi pole do popisu. Mój numer ma. Może zadzwonić w każdej chwili. Może zadzwoni nawet zaraz. Jeśli to rzeczywiście jest szyfr to nawet nie wie, czy się zorientowałam. Nie wie czy tej karteczki nie zgubiłam... Przecież jeśli mu zależy, niedługo powinien dać mi jakiś sygnał...
Nie myliła się. Dwa dni później dostała upragnioną, pierwszą wiadomość.

Komentarze
Prześlij komentarz